Paradoks Trae Younga w obecnej NBA

Trae Young pojawił się w NBA jak dzieciak z zapalniczką w magazynie fajerwerków. Rok 2018, draft, numer piąty, Dallas Mavericks. Chwilę później już go tam nie ma. Znikną szybciej niż sens w porannych programach śniadaniowych. Wymiana za Lukę Doncicia i tle z chłopa było w Texasie.

Historia Trae Younga w Hawks: od finałów konferencji do rozczarowania

Jeden wieczór, jedna decyzja i od tamtej pory Atlanta żyje z tym jak z tatuażem zrobionym po pijaku: niby da się zakryć, ale wszyscy wiedzą, co tam jest. Tylko teraz nie wiedzą co mają z nim zrobić?

Od tamtego momentu Hawks przejechali z Trae’em kawał drogi, raczej wyboistej niż widokowej. Bilans 221–267 wygląda jak książeczka zdrowia kogoś, kto za długo ignorował objawy. Debiutancki sezon 29–53, dużo hałasu, mało sensu. Potem ten jeden, legendarny moment w 2021 roku, finały konferencji wschodniej, jak halucynacja po trzeciej nieprzespanej nocy – przez chwilę naprawdę wydawało się, że to może być coś więcej.

Wywalił wówczas w pierwszej rundzie New York Knicks Koszykówki i obnażył słabości prawdę o Dyzmie NBA – ówczesnym MiPie – dżuljusie randlu, za co będę mu wdzięczny po wsze czasy. A potem znowu rzeczywistość: play-in, pierwsza runda, ściana, dziękujemy, do zobaczenia jesienią.

Karuzela trenerska w Atlancie: Lloyd Pierce, Nate McMillan i Quin Snyder

Trae w tym czasie zmieniał trenerów jak filtry na Instagramie. Lloyd Pierce, co Steve’a Kerra łapał za kolano podczas kadry USA i pytał do ucha: mam takiego cwaniaka jak Curry, jak nim grać? Chłop poleciał ze stanowiska szybciej, niż wino na cofce po wódce, zimnej i pysznej.

Nate McMillan starał się, ale raz powiedział, żeby Kędzior wszedł z ławki po kontuzji i tyle go widzieli. Teraz dzieli i rządzi Quin Snyder, który też nie ma pomysłu: nie tyle na samego Younga, co na cały ten zespół i już w tym sezonie powinien udawać mądrego w jednej z telewizji, co NBA pokazuje na wyrywki.

Statystyki NBA kontra rzeczywistość: czy Trae Young to lider na mistrzostwo?

Trzech facetów, three wizje, jeden wspólny mianownik: piłka w rękach Younga i modlitwa, żeby coś z tego wyszło. Indywidualnie – nie ma się do czego przyczepić. Cztery tytuły All-Star, miejsce w trzeciej All-NBA Team, król asyst z sezonu 2024/25 ze średnią 11.6, lider wszech czasów Hawks (beka lekka z tej organizacji) w asystach już w wieku 25 lat, pięćdziesiąt punktów w meczu, zanim jeszcze zdążył dorosnąć. Statystyczny potwór. Excelowy mokry sen. “Ale” już czai się za rogiem.

Ten sezon zaczął się jak poniedziałek po długim weekendzie. Jedna wygrana w czterech meczach, potem kontuzja, wypad do połowy grudnia. Hawks w tym czasie odkryli coś niepokojącego: że potrafią żyć i cieszyć się trwaniem w na tym padole łez bez Trae Younga. Grali twardo, bronili nawet nawet, wygrali 13 z 23 meczów. Jakby ktoś zdjął z nich ciężki płaszcz i nagle dało się oddychać. Jalen Johnosn idzie na MiPa i robi prawie triple-double w sezonie. Jest fajnie i fajniusio.

Defensywny problem Hawks i powrót lidera na parkiet

Young wrócił 18 grudnia. Od tego momentu pięć meczów, pięć porażek. Seria sześciu przegranych ruszyła dokładnie w chwili, gdy znów pojawił się na parkiecie. Obrona z nim na boisku? Gorzej niż kiedykolwiek wcześniej. To już nie jest dziura, to jest zapadlisko, krater co go scenarzyści nowego Supermana wymyślili po pijaku i grzybach takich specjalnych.

Atlanta od lat jest stałym elementem krajobrazu play-inu Wschodu. Takim meblem, którego nikt nie przesuwa, bo stoi od zawsze. Wiosną polegli jako ósemka. I teraz wiszą nad pytaniem, którego nikt nie chce wypowiedzieć na głos, ale wszyscy je czują: czy Hawks w ogóle jeszcze potrzebują Trae Younga?

Czy Atlanta Hawks powinna wymienić Trae Younga?

To banalne powiedzieć, że są lepsi bez niego. To brzmi jak prowokacja dla radia sportowego. Ale pomysł wymiany przestał być herezją. Atak bez Younga jest niemal ligową średnią, co samo w sobie jest niepokojące dla kogoś, kto ma być ofensywnym silnikiem i głównym dostarczycielem asyst.

Jalen Johnson wyrósł na pełnoprawnego All-Stara, młodzież puka do drzwi, a prawa do zamiany picków z Nowym Orleanem w nadchodzącym drafcie zmieniają całą matematykę. Young nie jest już najlepszym graczem we własnej drużynie. A to oznacza, że nie bardzo da się dalej udawać, że sens ofensywy polega na trzydziestu pick-and-rollach na mecz, odgrywanych jak zużyta kaseta.

Kontrakt i przyszłość: ile wart jest Trae Young na rynku transferowym?

Tylko co wtedy z Trae’em? Druga opcja? Pomocnik? Wyjęcie piłki z jego rąk zabija to, co czyni go wyjątkowym (Dejounte Murray pozdrawia), a przy okazji obniża jego wartość finansową. Hawks nie powinni się bać odejść od stołu negocjacyjnego, jeśli agent nie zaakceptuje obniżki.

The Athletic pisze, że rozsądnie by było rzucić mu ochłap na trzy lata za 120 milionów. Kompromis w świecie, który dawno przestał być rozsądny. Ale Atlanta może też poczekać. Sprawdzić loterię draftu 2026, zobaczyć, co ten rdzeń zrobi w play-offach, jeśli w ogóle tam dotrze. Dopiero potem zdecydować, czy Young ma sens dalej. A zaczynają wychodzić na jaw inne, ale niczym nie potwierdzone tematy:

Ale jest mały szkopuł: Young ma opcję zawodnika na przyszły sezon wartą 49 milionów dolarów. Może ją odrzucić i zostać wolnym agentem. To sprawia, że najbliższe miesiące są dla niego kluczowe. Wrócił po 22 meczach przerwy i cały świat NBA patrzy mu na ręce. A te się trzęsą.

Nowa era w Atlancie: Onsi Saleh i budowa zespołu bez „małych obrońców”

Bo kiedy Trae jest najlepszą wersją siebie, to jest jednym z najlepszych kreatorów rzutów w ataku pozycyjnym. Gra z zasłon, absurdalny zasięg, podania, które wyglądają jak nieporozumienie, dopóki nie trafią dokładnie tam, gdzie trzeba. Hawks tego potrzebują, zwłaszcza gdy tempo spada. Bez niego byli świetni w kontrze, ale gdy gra zwalniała, zaczynały się schody. Z drugiej strony, bez Younga Hawks mieli defensywę w top-10 ligi i 16. wynik przeciwko najlepszym ofensywom, według Cleaning The Glass. To nie jest detal. To jest alarm. A tu rzut za 3 zatrzymał się na 30% w tym sezonie, co jeszcze pogarsza jego sytuację. Bo już nie można chytrze przez telefon powiedzieć: hej: poda, rzuci i elegancko będzie!

Pytanie brzmi, z czego chcą uszyć tę drużynę. Czy rozmiar Trae Younga ogranicza ich defensywny sufit tak bardzo, że trzeba się pożegnać? Czy może obrona wokół niego poprawiła się na tyle, że ofensywny bonus jest wart ceny? Jakby tego było mało, Hawks mają też pick NOP w 2026 roku, co daje im realną szansę na wysoki wybór, w rzekomo dobrze zapowiadającym się drafcie.

Sytuacja Younga jest jedną z najbardziej obserwowanych w całej lidze, poza sagą Giannisa, i pierdzeniem o Anthonym Davisie. To test nowoczesnego budowania zespołu w czasach, gdy mali obrońcy tracą na wartości. Tak mi się zdaje. To test nowego GM-a Hawks, Onsi Saleha, chwalonego za chłodną głowę i strategiczny zmysł.

To wreszcie test właścicieli Atlanty, którzy od lat traktują Trae’a jak świętość. Cała liga patrzy, nawet ci, którzy nie chcą go pozyskać. Bo to nie jest już tylko historia jednego zawodnika. To jest opowieść o tym, czy ten rodzaj gwiazdy ma jeszcze sens w świecie, który przestał czekać na cud.

Czytaj więcej:

Opublikowano

w

,

przez


Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.