NBA Play-In: Blazers – Suns

Na Zachodzie mamy dwie historie, które aż proszą się o cyniczny uśmiech. Portland, które po aresztowaniu trenera nagle pokazało pazur i po czterech latach tułaczki znów ma szansę na awans do play-offów, oraz Phoenix, które po tragicznym eksperymencie z duetem Bradley Beal – Kevin Durant udowodniło, że nie trzeba mieć składu wypchanego nazwiskami z Meczu Gwiazd, by bić się w znacznie trudniejszej konferencji.

Zachód: (8) Portland Trail Blazers vs (7) Phoenix Suns

Nie mam tu faworyta i szczerze mówiąc, jest mi to obojętne jak zeszłoroczny kalafior – ktokolwiek awansuje, i tak najpewniej skończy swoją przygodę w starciu z rozstawionymi z numerem drugim San Antonio Spurs i ich kosmiczną Bagietką.

Blazers to zespół młody jak pierwsze piwo w życiu studenta i dla wielu z tych chłopaków będzie to pierwszy kontakt z jaskrawym światłem reflektorów. Deni Avdija, Toumani Camara, Shaedon Sharpe i Donovan Clingan pełnią kluczowe role, a ich stabilność zdecyduje o wartości całego projektu.

Phoenix to przeciwieństwo – drużyna bardziej doświadczona, z Devinem Bookerem na czele i Dillonem Brooksem, który z pewnością spróbuje wyprowadzić młodych Blazers z równowagi.

Portland może jednak wykorzystać swoją młodość, oferując Suns dawkę szybkości i energii, szczególnie w obronie. Zresztą są jedną z lepszych defensywnie ekip w lidze po ASG (4 miejsce z DRTG 110.6).

Mało błota? Suns po All-Starze mają jedną z dziesięciu najlepszych obron w lidze. To może być jeden z najbrudniejszych, najbardziej fizycznych play-inów w tym roku – idealny dla Dillona Brooksa, który będzie próbował wyprowadzić tych młodych z równowagi dłubiąc im w nosie palcem u nogi.

Phoenix wygrało 45 meczów, mimo że pogonili Kevina Duranta przed sezonem, a Dillon Brooks, Jalen Green i Mark Williams opuścili po 20 lub więcej spotkań. To wynik, który zakrawa na cud w realiach NBA. Niewielu spodziewało się, że Suns będą tak konkurencyjni, a teraz – jak to się pozmieniało – brak awansu do play-offów byłby sporą niespodzianką i lekkim niedosytem po takim sezonie odkupienia.

Collin Gillespie, dotąd ligowy obieżyświat, nagle stał się istotnym elementem układanki, a debiutujący w roli pierwszego trenera Jordan Ott zbudował obronę z czołowej dziesiątki ligi i zawstydził tych Vogelów i Budenholzerów.

Suns muszą jednak zagrać na swoim najwyższym poziomie i liczyć, że ich mini-zapaść spowodowana kontuzjami po bilansie 30-19 i awansie na szóste miejsce była jedynie chwilowym załamaniem, zwłaszcza, że występ Jeremiego Granta z powodu urazu łydki jest niepewny jak jego wartość w tej lidze.

Mój typ: Suns, ale jak pisałem: lata mi to koło wafla.

Play-iny to koszykarski czyściec – miejsce, w którym jedni jeszcze łudzą się nadzieją, a inni już czują na karku zimny oddech nieuchronnego końca.

Opublikowano

w

,

przez


Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.