Kawhi Leonard: wrócił na chwilę

Stary wrócił z mlekiem. Tylko że w tej wersji bajki mleko jest bez laktozy, lodówka skrzypi jak sumienie właściciela kasyna, a stary nazywa się Kawhi Leonard i najwyraźniej przypomniał sobie, że kontrakt w NBA to jednak nie program sadzenia drzew w firmie krzak. Tu trzeba wyjść na parkiet, spocić się, komuś zrobić krzywdę spojrzeniem i rzucić parę piłek do kosza.

Jak Brown popsuł streak Clippers

Odpalił się 20 grudnia. Jak stary diesel w garażu, który przez pół roku stał pod kocem, a potem nagle zaryczał i zadymił pół dzielnicy. I jechał. Aż do Bostonu. Tam zgasił go inny typ z tej ligi charakterów – Jaylen Brown. Jeszcze niedawno mem z domalowanymi włosami i twarzą gościa, który sprzedaje kryptowaluty w autobusie nocnym, a dziś facet, który gra w kosza jakby kręcił lody na Saharze i jeszcze widzi wszędzie spiski przy nagrodach gracza miesiąca.

Ale to inna historia, na inny czas. Teraz jest Leonard.

Clippers z nim w składzie wygrali sześć meczów z rzędu. Sześć. Jakby ktoś nagle przestawił zwrotnicę w tym pociągu wykolejeń. Dopiero Celtics wzięli ten ich rozpęd i przyłożyli mu zimny ręcznik na twarz. W tym czasie Kawhi robił swoje małe, ciche piekło: 39 punktów, 8,5 zbiórki, 4 asysty, 2,7 przechwytu, 1,5 bloku. 53 procent z gry, 44 za trzy przy prawie dziesięciu trójkach na mecz. Maszyna. Tylko że nagle, mrugniesz okiem i Clippers są trzy zwycięstwa od play-in. Jak zawsze – obiecująco, ale z lekkim zapachem spalenizny.

Clippers: świąteczno-noworoczny cud

I nagle: Nowy Rok. Z sześciu zwycięstw w dwa miesiące robi się sześć w dwa tygodnie. Najgorętsza drużyna w lidze. Najdłuższa seria zwycięstw w NBA przed meczem z Bostonem. Brzmi jak bajka, ale to dalej Clippers.

Dwa tygodnie wcześniej ten zespół był trupem. 6–21, zapis, który wygląda jak numer celi w więzieniu. Kontuzje piętrzyły się jak brudne naczynia, dysfunkcja sączyła się z każdego posiadania, a mecze do wygrania wyciekały przez palce + PRowa wpadka z pogonieniem dziada zrzędliwego – Chrisa Paula. Jak Clippers przegrywali, to nikt nie wierzył, że mogą wrócić. Zero wiary, zero światła, tylko echo piłki odbijającej się od parkietu.

Byli 23 w ataku, 23 w obronie i 29 w tempie gry. Gorszy był tylko brak pomysłu. Najgorszy procent strat w lidze. Obrona? Gotowana jak makaron bez soli. Zero presji na piłkę, a przecież rok wcześniej byli trzecią defensywą NBA. A potem, w ciągu dwóch tygodni, zwrot akcji jak u taniego pisarza noir: tempo jeszcze wolniejsze, bo ostatnie w lidze, ale za to najlepszy atak i najlepsza obrona w całej NBA. Logika poszła zapalić papierosa.

Jak podaje “The Athletic”: przed tym sezonem Kawhi nigdy nie miał więcej niż dwóch meczów na 40 punktów w całych rozgrywkach regularnych. Teraz ma już trzy. Wszystkie w trakcie tej wspaniałej, świąteczno-noworocznej serii.

Co dalej z tymi Clippers?

Droga wciąż jest długa i kręta. Obecnie 12–22, dwunaste miejsce na Zachodzie. Tyle faktów, żadnej magii. W poniedziałek, czyli dziś kiedy piszę te słowa, klepią się z Warriors, którzy siedzą na ósmym miejscu na Zachodzie. Dla Clippers to są play-offy, zanim jeszcze ktokolwiek je ogłosił. Najlepsi gracze są zaangażowani, a role playerzy wrócili z kontuzji. Przynajmniej na razie, bo Zubac wrócił, ale Derrick Jones Jr. wypadł z powodu kontuzji kolana i ma być sprawdzany za około sześć tygodni. Jak nie urok, to sraczka.

I co z tego wynika? Żeby handlować, póki Leonard jest gorący? Raczej nikt nie będzie na tyle odważny, aby to zaproponować.

Że czekanie aż się połamie to wciąż najbardziej realistyczny scenariusz, bo znamy ten film na pamięć? Smutne, ale prawdziwe.

Że kredyt zaufania dla Clippers to waluta o bardzo krótkim terminie ważności? Nie mają swojego picku w drafcie, bo idzie do Thunder. Steve Ballmer, 8 najbogatszy człowiek na świecie, który w 2025 roku dorzucił do swojego konta kolejne 30 miliardów dolarów według raportu Bloomberga, nie chce słyszeć o tankowaniu. Jasne, że nie chce, bo ktoś musi Intuit Dome zapłeniać.

Ja im nie ufam. Taki zryw jeszcze o niczym nie świadczy. Nadal są poniżej .500. Play-in to sufit, który widać gołym okiem, ale czy podskoczą do niego na połamanych kolanach? A wszystko to wisi na zdrowiu Leonarda, cienkim jak bibuła do skręcania, bo Harden gra kozacki sezon jak na 36-latka, a do tanga trzeba dwojga.

I to jest najbardziej Clippersowe podsumowanie świata: wszystko wygląda nieźle, dopóki nagle nie przestaje.

Czytaj więcej:

Opublikowano

w

,

przez


Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.