Dzieje się. Zawsze się dzieje, nawet kiedy oficjalnie nikt nic nie mówi. Zwłaszcza wtedy. Karl-Anthony Towns nagle wyrasta w plotkach transferowych jak wilgoć na ścianie starej kamienicy na Bronksie – niby nikt nie wie, skąd się wzięła, niby to tylko przebarwienie, ale wszyscy czują ten zapach stęchlizny.
Towns na trade blcoku
Na razie tylko plotki, żadnych potwierdzeń, żadnych konkretów. Leon Rose siedzi cicho jak człowiek, który wie, że im mniej mówi, tym dłużej jeszcze postoi mu domek z kart. O nim później. Bo pytanie jest inne: co się, do cholery, dzieje w Knicks i dlaczego Ciepła Kicia wygląda dziś jak pierwszy do odstrzału?
A dzieje się, bo James Dolan zaczął udzielać wywiadów. Pamiętacie go? Do niedawna najgorszy właściciel w NBA. Gdyby fan NBA był Bondem, to on byłby Blofeldem. Od czasu jak Zordon Rose przejął stery, Dolan się uspokoił i zamknął mordę. A jak wspomniałem: on nie udziela wywiadów. Prawie nigdy. To nie jest ten typ właściciela, który lubi świecić twarzą, raczej ten, który woli być cieniem w loży, cieniem z pieniędzmi i kaprysami. Dlatego kiedy wcześniej w tym miesiącu usiadł na pół godziny w WFAN Sports Radio i po raz pierwszy od stycznia 2023 roku powiedział coś publicznie o Knicks, ludzie w organizacji mogli na chwilę zdjąć maski i spróbować zrozumieć, jaki wiatr wieje z góry.
Wiał gorący.
Chcemy dojść do finałów, prawda? I powinniśmy je wygrać, prawda?” – mówił Dolan z tą swoją manierą człowieka, który niby pyta, ale wcale nie oczekuje odpowiedzi. “W sporcie wszystko może się zdarzyć, ale dojście do finałów – to musimy zrobić. Wygranie finałów – powinniśmy wygrać.
Brzmi jak przemowa motywacyjna nagrana na kasetę VHS w latach 90. Problem w tym, że zaraz po tym, jak ten wywiad poszedł w eter 5 stycznia, podłoga zaczęła się zapadać. Knicks przegrali dziewięć z dwunastu meczów, zanim w środę rozsmarowali Brooklyn. I mimo że Dolan zarzekał się, że “nigdy nie widział tak zgodnej szatni”, wystarczyło, że beat writerzy Knicks chwilę pokręcili się wokół zespołu, żeby zrozumieć, że te wibracje nie są ani czyste, ani zdrowe. Bardziej przypominają buczenie starej lodówki o trzeciej nad ranem.
Knicks i Towns
W centrum tego buczenia stoi Karl-Anthony Towns. Jego gestykulacja i mowa ciała to mem i viral w jednym. Jego ciągłe problemy na parkiecie i brutalnie szczere komentarze Mike’a Browna – trenera, który nie zna pojęcia “zachować coś dla siebie” o tym za chwilę) – sprawiły, że rywale zaczęli się zastanawiać, czy KAT nie jest przypadkiem w drodze. Nawet jeśli nie ma na to żadnych dowodów.
Bo fakty są nudne i uparte. Według źródeł ligowych i klubowych Knicks nie prowadzili w tym sezonie żadnych rozmów transferowych na temat Townsa i planują przez to przebrnąć razem z nim. Zgadza się to z linią Dolana: “Ta grupa może wygrać mistrzostwo. Wierzę w to.”
Do tego dochodzi Leon Rose – prezes klubu i były agent Townsa. Człowiek, który miał osobisty interes i osobiste relacje, żeby ściągnąć go z Minnesoty do Nowego Jorku. Towns ma zagwarantowane 57 milionów dolarów w przyszłym sezonie i opcję zawodnika na 2027-2028 wartą 61 milionów. To nie jest kontrakt, który wrzuca się do kosza jak zużytą chusteczkę.
Ale potem pojawił się Giannis. W off-season wypłynęła informacja, że Antetokounmpo naprawdę interesuje się grą w Garden. Śmialiśmy się z tego, pamiętacie? I choć Knicks robili wszystko, żeby to bagatelizować, trudno uwierzyć, że taki news nie podkopał Townsowi poczucia bezpieczeństwa. Nawet jeśli mówiono mu sto razy, że to tylko gadanie.
Mike Brown i szatnia Knicks
W tej sytuacji wyjście jest jedno: pomóc mu się pozbierać. Brown, Knicks, wszyscy. Bo to, co Towns pokazywał między 31 grudnia a 21 stycznia, było cieniem zawodnika za jakiego płacić muszą wielkie miliony. 17.5 punktów, 44.8% z gry, 35.6% zza łuku, 10.6 zbiórek, 3.1 asysty i 3.2 straty. Knicks w tym czasie: 3-9. W ośmiu z tych meczów Towns był na minusie w plus-minus. Oddawał średnio 13 rzutów na mecz – znacznie mniej niż w swoim sztandarowym sezonie 2024–25, kiedy notował 24.4 punkty na 16.9 rzutów, trafiał 52.6% z gry i 42 % za trzy, dokładając 12.8 zbiórek, 3.1 asysty i 2.7 straty.
Knicks wiedzieli, że zmiana z Toma Thibodeau na Browna będzie bolała. Wiedzieli też, że Towns ucierpi najbardziej. Ale jeśli mają wrócić na ścieżkę realnego contendera, potrzebują, żeby KAT odzyskał rytm. Bez tego cała ta opowieść o finałach Dolana brzmi jak bajka opowiadana dzieciom przed snem.
Tymczasem już pojawiają się doniesienia, że szatnia nie pała miłością do Browna. Trudno się dziwić. Rozwód z Thibodeau był nieunikniony, ale Knicks nie mieli planu, co dalej. Dzwonili po lidze jak studenci szukający noclegu na ostatnią chwilę, pytając, czy mogą pogadać z trenerami pod kontraktem. Każdy ich wyśmiał. Zostali z rynkiem odrzutów. Wybrali Browna – faceta podobnego do Toma, tylko z tą różnicą, że ten lubi chodzić do prasy i strzelać z ucha na własnych graczy. W Sacramento już go to kosztowało robotę. Teraz robi się głośno w MSG. Trudno budować zaplecze wśród zawodników, kiedy jesteś dziewiętnastym wyborem zarządu.
Przykłady płyną same. Draymond Green fauluje brzydko Townsa i otrzymuje za to Flagrant Foul (pozdrawiam starych czytelników). Co robi Brown, który sześć lat spędził jako asystent w GSW? Tuli się z Greenem, który prawie kontuzjował jego drugiego najlepszego zawodnika. Co robi Brown, kiedy zezłomowane personalnie Dallas upokarza jego zespół na oczach kibiców w MSG? Uśmiecha się i zbija piątki ze sztabem Mavs po meczu. A zawodnicy to widzą i szepczą sobie do ucha.
Po magicznym playoff runie w 2025 roku Knicks byli przed sezonem typowani do finałów. Wschód był rozwodniony, Haliburtona nie było, Tatuma nie było, a Nowy Jork miał tyle talentu uzupełniającego, że kibice zaczęli wierzyć w rzeczy niebezpieczne. A jednak wady, które ich zabiły rok wcześniej, nadal tam są.
New York Knicks: co dalej?
Wspomniana porażka z połamanymi Mavericks była dnem. Od świąt Knicks są na 24 miejscu w defensywie, nie potrafią bronić, gdy ich dwaj najlepsi gracze są na parkiecie, i mają bilans 3-9 w ostatnich 12 meczach.
Duet Towns–Brunson jeszcze się nie rozpadł, ale tylko jeden z nich regularnie widzi swoje nazwisko w plotkach i realnie może zostać ruszony przed deadline’em. Towns nie jest już tym All-NBA centrem z zeszłego sezonu. Jego skuteczność za trzy jest najniższa od debiutu. Skuteczność za dwa pikująca, szczególnie pod koszem. W ważnych minutach Knicks są lepsi po obu stronach parkietu, gdy gra, ale przy całym tym kontekście rozstanie mogłoby pomóc obu stronom.
A! Żeby nie było, że tylko rzucam kupą: Towns jest obecnie liderem w ilość średnich zbiórek na mecz w NBA, ale oddaje to będąc jednym z najczęściej falujących gracze w lidze (obecnie 4 w drabince z 149 faulami).
I tak na marginesie: przecież propozycja oddania Brunsona to jest już herezja, nie?
Tylko że oddanie KATa nie jest łatwe. Trzeba znaleźć zespół, który chce Townsa, ma kontrakty do spięcia i daje Knicks coś, co faktycznie przybliża ich do finałów. Z zewnątrz łatwiej jest uwierzyć, że Towns i Brown dojdą do jakiegoś zawieszenia broni. Towns ma 30 lat i 118 milionów gwarantowane na dwa sezony. W plotkach przewijają się: Charlotte, Memphis, Orlando. Oni albo nie mają paczki, albo pieniędzy, albo jednego i drugiego, chyba że wciągną trzecią drużynę. Chyba że trafi się ktoś, kto nie myśli jasno.
Propozycja wymiany Townsa
“The Ringer” zaproponował wymianę: Bucks biorą Townsa, Knicks dostają Mylesa Turnera, Kyle’a Kuzmę i chroniony w top-5 pick w 2031 roku. Dobrze przeczytałeś i wiem co myślisz: wymiana z Milwaukee bez Giannisa to zaprzeczenie racjonalności. Bucks (zwłaszcza teraz, kiedy jest kontuzjowany) nie oddadzą Greka za kogoś takiego jak Towns, ale szukają ruchu dla samej sztuki ruchu. Był Lillard, jest Turner, a może będzie i KAT? Tonący brzytwy się chwyta.
Gdyby to wypaliło, to Knicks marginalnie poprawiają obronę, nie tracąc całej przestrzeni, jaką daje rzucający za 3 center. Bucks dostają ofensywnego gracza, który może podtrzymać atak, gdy Giannisa nie ma na boisku i – tu trzeba przełknąć śmiech – może dać im cień szansy na wyjście z play-in. To tylko teoria, ale nie wymyśliłem/znalazłem lepszej wymiany bez krzywdzenia obydwu stron.
Chociaż tu też piłka jest po stronie Knicks, bo oni zyskują elastyczność finansową. Turner w 2028 zarobi około 30 milionów mniej niż KAT. Szanse na finały w tym sezonie trochę spadają, ale istnieje świat, w którym Turner i Kuzma lepiej pasują do tej rotacji. A latem otwierają się kolejne drzwi transferowe.
Wracamy na ziemię i jasne, że żaden zdrowo myślący GM nie powinien oddawać pierwszorundowego picku, żeby przejąć kontrakt Townsa. Ale Bucks od pół roku działają w odwróconym wszechświecie. Czemu nie dołożyć jeszcze jednego chaosu do sterty i zobaczyć, co z tego wyniknie. W końcu NBA to liga, w której absurd zawsze czeka tuż za rogiem, paląc papierosa i uśmiechając się krzywo.
Jeżeli macie lepszy pomysł na utylizację KATa, to komentarze są Wasze.


Dodaj komentarz