Yang Hansen: 36 milionów widzów meczu G-League

Yang Hansen wszedł do G-League jak facet, który przypadkiem odpalił petardę w kościelnej ławce: niby miał być tylko dodatkiem, a tu nagle wszyscy się odwracają, przerażeni i zachwyceni jednocześnie. 

Niespodziewana supernowa G-League: Yang Hansen

Chłopak gra w hali, która pachnie akademicką stołówką i niespełnionymi marzeniami lokalnych talentów, a tam w Chinach przed ekranami siedzi trzydzieści sześć milionów ludzi. Trzydzieści sześć milionów.

Tyle dusz, ilu mieszkańców ma średniej wielkości europejski kraj, ogląda jak jeden młody środkowy Portland Trail Blazers, skacze po parkiecie w meczu, który normalnie śledziłoby kilka tysięcy (?) najbardziej zagubionych fanów koszykówki.

To jest ten rodzaj absurdu, od którego świat robi się jeszcze bardziej popękany, jakby ktoś oblał go wrzątkiem i popatrzył, czy skorupa wytrzyma. W Rip City Remix pewnie przecierają oczy. Jak on wchodzi na boisko, serwery zaczynają się pocić.

Hansen jest dla nich wszystkim naraz: obietnicą, projektem, żywą transmisją nadziei, która robi wyświetlenia większe, niż finały NBA. Brzmi to jak żart opowiadany po północy w brudnym barze, ale to nie żart. Tak to właśnie wygląda, kiedy świat sportu styka się z rynkiem, gdzie każdy ruch zawodnika może odbić się echem w populacji wielkości kontynentu.

Jak Hansenowi idzie w G-League?

Trail Blazers siedzą tam w Oregonie i nagle muszą udawać, że nic się nie dzieje, mimo że chińscy sponsorzy stukają im w szybę jak gołębie po okruszki, a koszulki z numerem szesnaście znikają ze sklepu szybciej niż zdrowy rozsądek na Black Friday. Presja rośnie, bo jak tu przetrzymać na ławce gościa, którego każdy rzut ogląda armia ludzi większa niż widownia Eurowizji. Ale nie wrzucą go na razie do normalnej rotacji, bo są jeszcze zachłyśnięci początkiem sezonu i siedzą na ciepłym miejscu w środku tabeli. Dlatego pozostało G–League.

A on? Wchodzi na ten skromny parkiet G-League, każdy jego ruch, to jak stukanie w bęben w odległej świątyni. Gra w budynku, który ma tyle godności, co szkolna sala gimnastyczna po zebraniu rodziców, a mimo to w Azji bije rekordy, przebija statystyki jak reklamowy hologram w cyberpunkowym mieście. Do tej pory dwa spotkania: 14.5 punktów, 11.5 zbiórek, 4 asysty, 2 bloki i 1 przechwyt. To wszystko w 29 minut na parkiecie.

I wtedy przychodzi ta wielka liczba: 36.3 miliona unikalnych widzów. Brzmi jak blagierka, ale w kontekście chińskiego rynku to wcale nie science fiction. Tam połowa internetu regularnie ogląda NBA, a Hansen stał się ich nowym kinem akcji, nową twarzą, którą oglądają jak wybuch supernowej w powolnym ujęciu.

Opublikowano

w

,

przez


Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.