Przed trade deadline: Anthony Davis

Są takie deale, które śmierdzą przez dekady, jak stary papieros w marynarce po ojcu. Rosja w 1867 roku sprzedała Alaskę Stanom Zjednoczonym, bo potrzebowała gotówki po wojnie krymskiej i uznała, że ta biała pustynia to nic więcej niż lodówka bez prądu.

Anthony Davis jak Alaska

Kilka lat później spod tej “bezużytecznej zmarzliny” wylało się złoto i ropa, a historia zapisała to jako jeden z największych geopolitycznych faceplantów wszech czasów. Od tamtej pory długo nic nie mogło się z tym równać. Aż Nico Harrison wpadł na pomysł oddania Luki za Davisa.

Można się kłócić, krzyczeć, rzucać excele i advanced stats jak popielniczkami, ale to jest ten sam regał z napisem “decyzje, które będą ci się śniły po nocach”. Teraz, po kontuzji Davisa – uszkodzone więzadła w lewej ręce, możliwa operacja, kilka miesięcy w plecy – ten bezprecedensowy ruch byłego GMa Mavs wygląda jeszcze gorzej. Jak Alaska sprzedana za paczkę fajek, tylko że fajki były mokre.

Anthony Davis znika więc z rynku wolnych agentów i z rozmów o trade deadline. Kurtyna w dół, światła gasną. Ale zanim zniknął, warto spojrzeć, co tu się w ogóle wydarzyło. Dallas jest w dupie. I to tej głębokiej, bez mapy. Wysokie kontrakty dla ludzi w ich trykotach, zero sensownego kapitału draftowego, który mógłby – może – zaprocentować wokół Coopera Flagga, zrobiły z nich oczywistych sprzedawców przed deadline. A jedyny towar, który kogokolwiek w lidze jeszcze elektryzuje, to Davis. Kuriozum totalne, biorąc pod uwagę, że ten człowiek nosi na sobie klątwę jak stary tatuaż robiony w piwnicy.

Anthony „Half-Man Half-Season” Davis

„Half-Man Half-Season” – od czasu “Czarnego Jezusa” lepszej ksywy NBA długo nie słyszała. Davis to dziecko utalentowane, ale przeklęte. Dziesięciokrotny All-Star, wiecznie połamany, prowadzony na smyczy przez Richa Paula. Raz to zadziałało – Clutch Sports wyciągnęło go z Pelicans do Lakers, gdzie w sterylnych warunkach bańki wziął pierścień. A potem pogonili go za Lukę jak jakiegoś role-playera, bez sentymentów, bez pożegnania. Nawet rzekomo LeBrun nie wiedzioł.

W tym następnym sezonie Davis ma do zgarnięcia 58.5 miliona dolarów. Latem chciał znaczącego przedłużenia. Ten pociąg już nie tylko nie przyjedzie – on wypadł z torów i leży w rowie. Paul kręcił się wcześniej wokół front office Mavs i naciskał, żeby sondować rynek. On i jego klient wiedzieli, że po wywaleniu Nico Harrisona Dallas przy pierwszej lepszej okazji wsadzi Davisa do grobu i przysypie wapnem. Szukali wyjścia ewakuacyjnego.

Hawks i Raptors w kolejce po Anthony’ego Davisa?

Na radarze pojawili się Atlanta Hawks i Toronto Raptors. Źródła ligowe mówiły, że Davis był otwarty na obie opcje. Hawks oddali już Younga, Shams Charania coś tam szeptał, że są gotowi. I wtedy wróciła ona – ta smutna kochanka, kontuzja. Davis zniknął z radarów jak bohater kryminału noir, który wyszedł po papierosy i nigdy nie wrócił.

Hawks stanowczo zaprzeczyli, jakoby mieli dorzucić do interesu byłego numer jeden draftu, Zaccharie Risachera. I całe szczęście, bo pakowanie się w Davisa w ich obecnej sytuacji to czysta głupota, nawet bez urazu ręki. McCollum i Porzingis spadają po sezonie, mają picki Pelicans i Cavaliers w tym drafcie, młodą, sensowną ekipę. A Davis? Przechodzony 32-latek za 54 miliony w tym sezonie, 58 w następnym i opcję gracza na 62 miliony w wieku 34 lat. To nie jest fundament. To jest betonowy but. Świadome zażycie trucizny lub włączenie szant po 3 piwie.

Raptors też mieli swoje pięć minut komedii. Każda umowa z Toronto wymagałaby od Dallas wzięcia długoterminowych kontraktów, a źródła ligowe mówiły wprost: Mavericks musieliby dorzucić znaczący kapitał draftowy, żeby to w ogóle miało sens. Do tego Raptors podobno patrzą w stronę Domantasa Sabonisa. Uniknęli kuli, jak w tanim westernie.

Inne kluby NBA chętne na Davisa

Gdzieś w tle majaczyli Warriors, którzy też rozmawiali z Dallas. Tyle że Warriors są alergiczni na oddawanie Draymonda Greena za 25,8 miliona w tym sezonie i Jimmy’ego Butlera za 54,1 miliona. Finansowo nie ma tam drogi, która nie kończy się ścianą.

Bucks? Coś tam szeptano, ale oni nie mają z czym usiąść do stołu, kiedy dorośli rozmawiają.

W lidze krążyło przekonanie, że Mavericks nie znajdą wartościowego zwrotu za Davisa przed trade deadline i wrócą do rozmów latem. Powodzenia, naprawdę.

Nico Harrison i pytania bez odpowiedzi

Nico załatwił ich koncertowo. Jak chirurg po trzech nocnych dyżurach, z drżącą ręką. Nie mam już na to puenty. Skończyła się jak sprzęgło do drugiej flaszki o 2 w nocy.

Dallas stoi teraz na krawężniku historii NBA, z papierową tekturą na której wypisane jest pytanie: co by się działo teraz w tym klubie/mieście jeśli nie udałoby się “wylosować” Flagga w drafcie?

Opublikowano

w

,

przez


Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.